O autorze
Z wykształcenia biotechnolog, z zawodu redaktor w miesięczniku „Nowa Fantastyka” oraz w serwisie Hatak.pl. Regularnie publikuje na łamach "Polityki", często w "Dzienniku Gazecie Prawnej", zdarza się też na Newsweek.pl, Stopklatce, LubimyCzytac.pl i Filmach Fantastycznych. Ogląda mnóstwo filmów, czyta góry komiksów i książek, jego uwadze nie umykają również seriale.

Eve Hewson, córka Bono, o swojej roli w „The Knick” – wywiad

Robo-dziecko, sztuczna krew, makabra i duszące gorsety – Eve Hewson opowiada o pracy na palnie nowego serialu Stevena Soderbergha, „The Knick”, w którym partnerowała Clive’owi Owenowi.



"The Knick” na antenie Cinemax zadebiutował na początku sierpnia. I co to było za otwarcie – pilotowy odcinek rozpoczyna się sceną nieudanego cesarskiego cięcia, w której krew leje się strumieniami, kamera robi mnóstwo zbliżeń, a młoda pielęgniarka reanimuje noworodka za pomocą rurki i nożnej pompki.

Tą pielęgniarką jest Eve Hewson, początkująca aktorka, dla której serial Soderbergha jest pierwszą większą rolą. Wraz z resztą obsady wcielają się w pracowników nieistniejącego nowojorskiego szpitala Knickerbocker, w którym na początku XX wieku kładziono podwaliny pod współczesną medycynę. Część bohaterów, jak grany przez Owena dr John W. Thackery, jest wzorowana na autentycznych postaciach, sam serial nie skupia się zaś wyłącznie na wątkach medycznych, ale również na realiach społecznych tamtych czasów.

Choć na ekranie nie robi takiego wrażenia, skryta pod warstwami pielęgniarskiego uniformu, młoda Hewson to niezwykle piękna i pogodna kobieta, która z pasją i ogromnym luzem opowiada o momentami makabrycznych doświadczeniach z planu serialu Cinemaxu. Gdy po pokazie prasowym pilotowego odcinka „The Knick” lekko zszokowani tym, co zobaczyliśmy na ekranie, zapytaliśmy ją o pracę w takich warunkach, odpowiedziała:

Eve Hewson: Uwielbiam w „The Knick” to, że jest taki makabryczny i obrzydliwy. Wiele osób zapewne nie będzie chciało go oglądać ze względu na ohydę i krew, ale dla mnie bycie na planie, kręcenie tego serialu i obserwowanie, jak powstają takie rekwizyty było naprawdę niesamowite.

A pierwsza scena? Cesarskie cięcie, mnóstwo krwi, małe dziecko?

EH: To było naprawdę szalone. Byłam przekonana, że do kręcenia sceny dadzą mi jakąś z grubsza przypominająca dziecko lalkę, a oni skonstruowali robo-dziecko! To było takie dziwne. Mogli zdalnie kontrolować jego ruchy, wcisnąć guzik i zaczynało się ruszać, nacisnąć następny i wyglądało na martwe. Dodali mu małe dziecięce rzęski, miało genitalia – wyglądało na prawdziwe. Było prawdziwe w dotyku.

Scena z tym dzieckiem była pierwszą operacją, jaką kręciliśmy, więc trochę nam to zajęło. Na koniec dnia byłam tak nim zafascynowana, że nie chciałam go oddać. Tłumaczyli mi: „To nie jest prawdziwe dziecko, Eve”, a ja im odpowiadałam: „Ale jest takie słodkie i martwe.” Zrobiłam sobie zdjęcie trzymając je.



Ponieważ „The Knick” z ogromną dbałością o szczegóły odwzorowuje zaś realia historyczne, ekipa nie mogła chować za maseczkami czy lateksowymi rękawiczkami.

EH: Nie, nie mogliśmy mieć rękawiczek, więc odczuwaliśmy wszystko. A używana na planie sztuczna krew jest naprawdę klejąca, więc na koniec dnia cała podłoga sali operacyjnej była nią pokryta, nasze buty się do niej przyklejały, niektórym nawet odpadały podeszwy. Wszyscy byli nią umazani, mieliśmy czerwone ręce i trzeba było używać specjalnych środków, by to zmyć.
To było ohydne. Ale jednocześnie fajne, ponieważ nic z tego nie było prawdziwe, więc mogliśmy się tym bawić.


Aktorzy musieli także przygotować się do roli.

EH: Każdy z nas miał trochę lektur obowiązkowych, sporo o Nowym Jorku tamtych czasów, chłopaki musieli dodatkowo czytać jakieś podręczniki medyczne. Mnie na szczęście to ominęło – byłam tylko pielęgniarką. Obkupiłam się jednak na Amazonie w różne materiały szkoleniowe dla pielęgniarek, filmiki do szkół pielęgniarskich, materiały o historii pielęgniarstwa i obejrzałam to wszystko.
Dla mnie interesujące było zwłaszcza odkrywanie Nowego Jorku z przeszłości, bo mieszkałam w NY, studiowałam tam, czytałam więc o ulicach, które znałam.


A kwestia operacji i konieczności ich odgrywania? Jak do tego szkolono obsadę?

EH: Nigdy nie zabrano nas do szpitala, byśmy mogli przyjrzeć się prawdziwej operacji, na planie mieliśmy jednak świetnego eksperta, który posiada niesamowitą kolekcję filmów, zdjęć i sprzętu medycznego z przełomu XIX i XX wieku. Szkolił nas i pokazywał różne rzeczy, zdeformowane ciała, odcięte głowy, stopy, same okropieństwa. Mówiliśmy: „Wiesz, może już wystarczy”, a on odpowiadał, że jeszcze nie, jeszcze tu ma coś ciekawego.

I choć było widać, że Hewson jest wyraźnie zafascynowana swoją rolą i szczęśliwa, ponieważ mogła pracować na planie takiego serialu z taką ekipą, jej rola miała także pewne minusy:

EH: Musiałam nosić gorset. To było okropne. Dodatkowo trzeba mieć ubranie pod gorsetem, na to dwie warstwy sukienek, na to uniform pielęgniarki, więc wszystko to sporo waży. I jest w tym niesamowicie gorąco, nie można iść siku, więc nie można też nic pić. Przez pierwsze kilka dni byłam pewna, że nie dam rady, że to zbyt trudne – taki gorset przemodelowuje całe ciało, kręgosłup i żebra są miażdżone, a organy wewnętrzne przesuwają się i dostosowują do kształtu gorsetu. Po tygodniu jednak można się do tego przyzwyczaić, jest ci nawet wygodnie. Na koniec tych pięciu miesięcy zdjęć sama mówiłam, że trzeba go bardziej zaciskać! (śmiech)

Dodatkowo, nie czuję się zbyt komfortowo z igłami, a musiałam używać kilku i udawać, że wkłuwam się w ciało. Dali mi więc strzykawkę z chowającą się igłą, powiedzieli, że muszę tylko lekko docisnąć ją do ciała, a ta się schowa. Ale ja powtarzałam: „Nie mogę, nie dam rady. Nie mogę.” W końcu byłam jednak zmuszona – wymogi pracy.




Każdy z członków obsady bez wyjątku jako największą zaletę pracy przy „The Knick” wymieniał zaś osobę reżysera, Stevena Soderbergha.

EH: Steven był świetny. Od początku mówił, że będzie chciał pracować szybko, chyba po to, by oddać pośpiech w szpitalach, dlatego też do kręcenia scen mieliśmy na przykład tylko jeden sztuczny brzuch ciężarnej, góra dwa. Cała obsada zbierała się więc w sali operacyjnej, Steven zaczynał kręcić i często mieliśmy tylko jedną szansę, by zrobić wszystko jak należy.

Za pierwszym razem, gdy skończyliśmy ujęcie, wszyscy zamarli i spoglądali na siebie z niedowierzaniem: „Naprawdę to zrobiliśmy?!” Wtedy widownia na sali zaczęła bić brawo.

W pewnym sensie mieliśmy więc namiastkę uczuć z prawdziwego szpitala, to podenerwowanie. Choć oczywiście w rzeczywistości to, co czuliśmy trzeba by pewnie pomnożyć przez tysiąc, w końcu tam chodzi o ludzkie życie.


Pierwszy sezon „The Knick” będzie miał 10 odcinków, dzisiaj, o 22:00 na kanale Cinemax emitowany się 5 epizod.

Autor wywiadu jest redaktorem serwisu Hatak.pl.
Trwa ładowanie komentarzy...