O autorze
Z wykształcenia biotechnolog, z zawodu redaktor w miesięczniku „Nowa Fantastyka” oraz w serwisie Hatak.pl. Regularnie publikuje na łamach "Polityki", często w "Dzienniku Gazecie Prawnej", zdarza się też na Newsweek.pl, Stopklatce, LubimyCzytac.pl i Filmach Fantastycznych. Ogląda mnóstwo filmów, czyta góry komiksów i książek, jego uwadze nie umykają również seriale.

Najwspanialsze filmowe doświadczenie na świecie

Wraz z wejściem do sprzedaży na Blu-ray i DVD rozszerzonej edycji „Hobbita: Pustkowia Smauga”, Peter Jackson po raz kolejny zaprasza nas na wielogodzinną podróż w głąb Śródziemia i świata produkcji filmowej – wzbogacające to wydanie materiały dodatkowe są ewenementem na skalę światową.

Tak jak filmowa trylogia „Władca Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona podbiła serca widzów i krytyków, i w ogóle branży filmowej („Powrót króla” uhonorowano aż 11 Oscarami), tak dwie dotychczas zaprezentowane nam części „Hobbita” – „Niezwykła podróż” oraz „Pustkowie Smauga” – podzieliły fanów Śródziemia. Wielu z nich podnosi uwagi, że fabułę oryginału za bardzo rozwodniono, bo przecież mamy do czynienia z trzema blisko trzygodzinnymi filmami nakręconymi na podstawie cieniutkiej książeczki. Że Jackson stracił wyczucie i za bardzo zapatrzył się na efekty komputerowe, przesadzając z ich użyciem i kręcąc sceny tak nieprawdopodobne, że aż śmieszne (spływ beczkami w „Pustkowiu…”). Że pomijał lub skracał niektóre wątki z powieści Tolkiena, a na ich miejsce niepotrzebnie dodawał nowe (uczucie między Kilim a Tauriel). Wszystko to zarzuty słuszne. Przy okazji jednak wielu krytyków powtarza, że trzeba było dać „Hobbitowi” spokój i nie brać się za jego ekranizowanie. Z nimi się nie zgodzę.



Powrót Petera Jacksona do Śródziemia był uzasadniony choćby z tego względu, że kręcenie kolejnych filmów stało się okazją do przygotowania wielogodzinnej relacji z tego procesu, dołączanej do wydań rozszerzonych kolejnych części trylogii.

Na planie Śródziemia
Dokładnie tak samo było z „Władcą Pierścieni”, gdzie jakiś czas po kinowych premierach do sprzedaży trafiały wersje specjalne, z filmami dłuższymi o około 40 minut i mnóstwem, mnóstwem materiałów z planu i wywiadów z twórcami. Po raz pierwszy pokazano nam wszystko – w tej kronice powstawania filmowego Śródziemia mogliśmy prześledzić cały proces: od prac nad scenariuszem, przez preprodukcję, castingi, przygotowywanie zaplecza technicznego, scenografii, kostiumów, rekwizytów, po relację z kręcenia poszczególnych scen, aż do technik powstawania efektów specjalnych, obróbki obrazu, tworzenia muzyki i wreszcie montażu gotowego filmu. Zaglądaliśmy za każdą kurtynę, do każdej hali produkcyjnej, zwiedzaliśmy wszystkie plany, poznawaliśmy dziesiątki, setki ludzi zaangażowanych w urzeczywistnianie wizji Tolkiena, mogliśmy również prześledzić ich procesy twórcze, poznać motywy stojące za decyzjami artystycznymi. Dosłownie mogliśmy zajrzeć pod każdy kamień. Wszystko to zaś opatrzono niesamowicie obszernymi komentarzami reżyserów, scenarzystów, aktorów, producentów, techników i kogokolwiek, kto miał do powiedzenia coś ciekawego.

Nikt nigdy nie zaoferował fanom filmów czegoś takiego, nikt nie dopuścił ich tak blisko całego procesu. Wymagało to sporej odwagi.
Jednocześnie jednak budowało więź pomiędzy odbiorcą a twórcami, których mogliśmy poznać, lepiej zrozumieć. I docenić, bo właśnie z tych materiałów dowiadywaliśmy się, jak niezwykły był proces powstawania „Władcy Pierścieni”, jak zaangażowana i zmotywowana była ekipa, jak dbano o szczegóły, choćby przez tworzenie elementów planu czy kostiumów, których w filmie nie można było dostrzec, które jednak dodawały całości autentyczności. Podejście Jacksona i spółki do kręcenia tych obrazów najlepiej podsumowuje cytat z szefa odpowiedzialnego za stronę techniczną produkcji studia Weta, Richarda Taylora, który do swojej ekipy już na samym początku powiedział, że mają sobie wyobrazić, iż kręcą film historyczny, że to wszystko miało miejsce, a oni są takimi szczęściarzami, że pracują w autentycznych lokacjach. To narzuciło wszystkim pewien sposób myślenia o „Władcy…”.

Dodatki lepsze od filmów
Teraz zaś, gdy do kin wchodzą kolejne części „Hobbita”, wszystko się powtarza. Jackson znowu zaprasza nas na plan, znowu przygotowuje dziesiątki godzin materiałów dodatkowych (tylko w „Pustkowiu Smauga” jest to 10 godzin!), po raz kolejny rozszerza filmy o kolejne sceny. W „Niezwykłej podróży” może i nie było ich wiele, ale „Pustkowie Smauga” w tej edycji jest dłuższe o blisko 30 minut, a to, co dostajemy ucieszy każdego fana Śródziemia – rozszerzone zostały sekwencje w domu Beorna, w Mrocznej Puszczy (jakże tego brakowało mi w wersji kinowej!), pojawia się więcej scen rozbudowujących filmową mitologię, podczas wizyty w Dol Guldur Gandalf spotyka zaś… no, sami zobaczycie. W sumie jednak otrzymujemy lepszy film, niż w kinie!

Dodatki zaś? Te są lepsze, niż filmy. Dowiecie się z nich, jak buduje się miasto na wodzie, z jakich materiałów tworzy się sztuczne drzewa, jak wygląda proces makijażu krasnoludów czy Beorna, poznacie też całą historię pracy nad wyglądem smoka Smauga.
Więcej – jeżeli ktoś zna materiały z planu „Władcy Pierścieni”, a teraz zapozna się z relacją z prac nad „Hobbitem”, otrzyma niezwykłą kronikę przemian współczesnego kina, rozwoju technologii i podejścia do samego procesu. To jak najlepszy film dokumentalny, pasjonujące porównanie świata filmu z końca XX wieku i z drugiej dekady XXI stulecia. Fascynująca podróż.

Dlatego bez chwili zawahania śmiało można powiedzieć: Peter Jackson przygotowuje najlepsze wydania DVD i Blu-ray filmów na świecie.

Przy okazji zaś wytycza drogi dla konkurencji, która zobaczyła, jak dobrze fani zareagowali na te materiały i dzięki temu coraz więcej filmów wzbogacanych jest podobnymi relacjami i wywiadami. Dla miłośników filmów to raj – nie trzeba wybierać się do Hollywood czy Nowej Zelandii, by przyjrzeć się procesowi powstawiania największych światowych produkcji.

Ja sam pozostaję pod ogromnym wrażeniem tego, co otrzymujemy w tych edycjach. Dodatki do „Władcy Pierścieni” widziałem więcej razy, niż same filmy, z „Hobbitem” jest podobnie. Jeżeli ktoś chciałby się przekonać, czy również załapie tego specyficznego filmowego bakcyla, może obejrzeć videoblogi, jakie Jackson umieszczał w sieci w trakcie prac nad kolejnymi „Hobbitami”:

W sumie to kilkanaście 10-minutowych odcinków i świetny przedsmak tego, co znajdziecie na płytach.

Autor artykułu jest redaktorem serwisu Hatak.pl.
Trwa ładowanie komentarzy...