Kino na weekend: RoboCop

Wbrew obawom fanów oryginału w reżyserii Paula Verhoevena, nowa wersja przygód blaszanego policjanta nie zawodzi. To bardzo dobrze zrealizowane kino rozrywkowe, z więcej niż przyzwoitym aktorstwem i kilkoma niezwykle efektownymi sekwencjami.





Niby to remake, niby nie. W bardzo ogólnym rysie wszystko się zgadza. Tak jak u Verhoevena, stróż prawa Alex Murphy zostaje niemalże śmiertelnie ranny. Tak jak w pierwotnej wersji, w zasadzie zostają z niego strzępy, a jedyną opcją ratunku okazuje się wcielenie go do nowopowstałego programu mającego na celu stworzenie idealnego policjanta, połączenia człowieka i maszyny. Tak jak w filmie z 1987 roku, owa maszyna walczy z człowiekiem. Tak jak w oryginale wreszcie, twórcy RoboCopa okazują się żądnymi pieniędzy, bezwzględnymi trybikami w korporacyjnej machinie. Mimo to, różnic jest sporo. Największe wynikają z faktu, iż film José Padilhii ma rating PG-13, co przekłada się na brak golizny i przede wszystkim efektownej – u Verhoevena wyrażającej się w hektolitrach eksplodującej z ran krwi – przemocy. Dlatego na przykład Murphy AD 2014 zostaje ranny w wybuchu samochodu, podczas gdy jego starszego odpowiednika rozstrzelano na strzępy.

I bez tego jednak „RoboCop” sprawdza się jako fantastyczne kino rozrywkowe. Jest mniej brutalny od oryginału, ale za to bardziej podkręcono wydźwięk polityczny, wyrażający się przede wszystkim w świetnych scenach z Samuelem L. Jacksonem. Jest też bardzo efektowny, nie tylko prezentuje się świetnie na poziomie konceptualnym (Robo, choć czarny, wygląda obłędnie), ale też nie brakuje w nim cieszących oko sekwencji, jak strzelanina w ciemnościach, czy walka z wielgachnymi robotami-strażnikami. Zdecydowanie większy nacisk położono także na Murphy’ego i konsekwencje jego zespolenia z maszyną, co pozwoliło wykazać się odtwórcy tytułowej roli, Joelowi Kinnamanowi, a także na aspekt humorystyczny (tu znowu, obok Jacksona, popisywał się Kinnaman).



„RoboCop” AD 2014 nie budzi zachwytów i raczej nikogo w fotel nie wbije, trudno jednak doszukać się w tej produkcji wad. To bardzo sprawnie zrealizowane kino rozrywkowe, stanowiące odpowiednie połączenie humoru, przemocy i efektowności, doprawione przemyślanym scenariuszem (uwspółcześnienie wyszło bardzo dobrze, RoboCop w końcu jest detektywem) i doborową obsadą (wspomniany Jackson, a do tego jeszcze Gary Oldman i Michael Keaton), wspomaganą młodym i zdolnym Kinnamanem. Fani oryginału powinni być zadowoleni, bo otrzymają nową jakość, a sam Padilha odnosił się do dziedzictwa Verhoevena z szacunkiem, nie raz, nie dwa cytując starszego kolegę.

Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Autor artykułu jest redaktorem serwisu Hatak.pl.
Trwa ładowanie komentarzy...